Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cenega. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cenega. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 września 2014

Wasteland 2 - RZUT (Rad)OKIEM na wyczekiwanego spadkobiercę Fallout

Dokładnie przed chwilą udało mi się odebrać przesyłkę od kuriera. A przesyłka ta była wyjątkowo oczekiwana, bo zawierała najnowsza grę Briana Fargo - WASTELAND 2.
Jestem fanem gier typu RPG, zwłaszcza tych, które królowały w latach 90-tych na naszych dyskach. Uwielbiam tytuły z serii: Baldur's Gate, Icewind Dale, Fallout. Dlatego też z niekrytą fascynacją wyczekiwałem Wasteland 2.

Niestety do tej pory nie miałem okazji grać w część pierwszą, ale mam wrażenie, że będzie mi dane to nadrobić. Dlaczego? Bo wydawcy Wasteland 2 stanęli na wysokości zadania i zaserwowali nam wydanie pudełkowe w tzw. Edycji Strażnika.

W moje spragnione rączki gracza trafiła własnie taka edycja nadesłana z muve.pl.
Edycja Strażnika poza przepięknym stylizowanym pudełkiem zawiera:
- Grubą instrukcję polową strażnika w języku angielskim i polskim,
- 5 pocztówek z postaciami z gry,
- Papierową, stylizowaną na zniszczoną mapę taktyczną (co ciekawe również z naniesionymi polskimi opisami)
- Plakat dwustronny z grafikami przedstawiającymi drużynę Strażników oraz mech-skorpiona,
- Soundtrack (pisząc te słowa własnie go słucham)
- Grę Wasteland 1 w remasterowanej wersji (jako kod na Steam),
- Grę Wasteland 2 (na płycie i w formie kodu aktywacyjnego na Steam)

Wydanie przypomina mi wydanie kolekcjonerskie Divinity:Orginal Sin tyle, że tym razem wersja polska językowa będzie działać od początku, bo przypomnieć trzeba, ze za dystrybujce na naszym rynku odpowiada CENEGA.

Znając Steam w grę będę mógł zagrać dopiero jutro, ale nie zaszkodzi jej dziś zainstalować.
Zatem do zobaczenia na pustkowiach Strażnicy.


Pozdrawiam i do następnego przeczytania.

Kilka zdjęć pudełka i zawitości:





środa, 16 kwietnia 2014

RZUT (Rad)OKIEM - Civilization: Beyond Earth

Civilization V, zwłaszcza po zainstalowaniu dodatków jest dla mnie powrotem do genialnej części trzeciej, przy której spędziłem długie godziny. To tytuł, który ostatnie dni wypełnia mi pasją tworzenia i rozwijania narodu, według mojego planu. To gra, która pozwala stworzyć mi świat w którym ZUS nie marnuje pieniędzy obywateli, gdzie kraj, który reprezentuję liczy się na arenie narodowej i jest dostrzegalny, nie dlatego, że jego elity ośmieszają się publicznie. To gra, która pozwala mi samemu pokierować losami świata kreując alternatywną rzeczywistość, gdzie to Królestwo Polskie w 1923 roku wkroczyło w erę atomu.

Zawsze byłem fanem takich produkcji. Pasja rozwijania swojej cywilizacji i syndrom jeszcze jednej tury skradł wiele godzin z mego życia. Zwłaszcza ostatnio, gdzie to Civilizations V: Nowe Światy ogrywam na zmianę z Endless Space. Siedząc nad tymi tytułami zamarzyła mi się produkcja, która by łączyła wspomniane gry w jedną całość. Gdzie to zaczynał bym prowadzić swoją cywilizacje od epoki kamienia łupanego do etapu podboju galaktyk. Nie minęły dwa dni od podzielenia się taką refleksją z moją małżonką, która cierpliwie znosi moje "Kochanie, jeszcze jedna tura i idę spać. Poważnie!", a pojawił się tego typu trailer:



Zastanawia mnie tylko, dlaczego Cenega zamieściła w opisie "V" skoro tytuł Civilization: Beyond Earth ma być osobną produkcją nawiązującą do klasycznego Alpha Centauri.

Ja już czekam na jesień.

Pozdrawiam i do następnego przeczytania.

środa, 9 kwietnia 2014

Radokowe kuszenie, czyli "Hidden Palace Zone: XX8 - O tym, jak rzucano we mnie pudełkami z PS3"

Z niekrytym zaskoczeniem i radością przeczytałem, że kolejna dobra dusza dołączyła do grona znajomych posiadających PS3. Czytając tekst, który napisał Kurasiu (również pozdrawiam serdecznie :D)  Hidden Palace Zone: XX8 - O tym, jak rzucano we mnie pudełkami z PS3 mile zaskoczyło mnie, że Kraina swój drobny udział w agitacji odnotowała.
Szczęśliwemu nabywcy gratuluję zakupu! Kurasiu, przed Tobą cała seria Uncharted do odkrycia!

Co innego w Krainie się dzieje? A nadrabiam książki, czemu ostatnio wyjątkowo sprzyjało zapalenie mego gardła. Szykuje się również na Space-con w Rybniku (tym razem nie tylko jako reprezentant Manda'Yaim, ale również Gwiezdnej Floty).


No i news ostatnich dni. Wiosnobranie ruszyło ponownie. Muve.pl wietrzy wirtualne magazyny... i nasze konta (chwała pracodawcy, że pensja już niedługo).

Pozdrawiam i do następnego przeczytania.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

"Gry za grosze" - Championship Manager 2010

Piłka nożna to wymagający sport, co wyraźnie widać po staraniach jakie podejmuje nasza reprezentacja. Jednak mylił by się ten kto powie, że mecz wygrywa gwiazda i solista. Nie. Mecz wygrywa drużyna. Zespól graczy, trenerów i całego zaplecza technicznego zarządzany przez menadżera. Ponieważ nigdy nie byłem specjalistą od gry w piłkę, zwłaszcza gdy dane mi było biegać po boisku, z daleka omijałem takie tytuły jak kolejne odsłony serii FIFA. Jednak będąc na studiach, mój znajomy podpisujący się wtedy pseudonimem"Junior" napomknął coś o grze przeglądarkowej Managerzone. Zabawa w zarządcę drużyny piłkarskiej (później też hokejowej) na tamten czas była przednia. Jednak lata mijały i czas jaki można było poświecić na doglądanie swoich zespołów zaczął się kurczyć i kolidować z innymi wydarzeniami. I tu z pomocą przyszły gry będące nazwane Menadżerami Piłkarskimi.

Tytuł, który przykuł moją uwagę swego czasu na muve.pl to Championship Manager 2010. Dlaczego? Przede wszystkim jakość wykonania tego tytułu oraz mnogość opcji jakie oferuje, zapowiadał długie posiedzenia przy komputerze, poza tym cena za jaką go nabyłem była wręcz nieprzyzwoita. Gra kosztowała mnie 5 zł i to bez kosztów przesyłki. Przecena była wręcz porażająca bo sprzedawca odjął 95 zł z ceny gry. Wstyd było nie skorzystać.

Co zatem dostajemy w Edycji Specjalnej tego tytułu? Grę w wersji z 2010 roku, razem z aktualnymi na tamten czas stanami tabel i drużyn, możliwość pobrania aktualizacji danych dotyczących rozgrywek na świecie, obszerny poradnik, notes i ołówek z logo gry (o dziwo przydatna rzecz).

Gra, w przeciwieństwie do tytułów przygodowych, akcji, czy strategii nie oferuje nam scenariusza. Ot, zwyczajnie tworzymy swój profil, wybieramy wiek, narodowość i klub do jakiego chcemy przystąpić i zaczyna się nasza kariera. Przejmujemy klub, organizujemy konferencje prasowe, wysyłamy scout'ów celem zwerbowania zawodników, trenujemy kadrę i zarządzamy by wykonać cele postawione nam przez przełożonych (zazwyczaj jest to awans to wyższej ligi lub określone zwycięstwo).

Plus dla tego tytułu jest taki, że Championship Manager 2010 jest przeogromny. Już pierwsze odpalenie gry (bez wcześniejszego zajrzenia do poradnika) dla totalnego nowicjusza będzie powalające bo przed naszymi oczami ukazuje się ... interfejs zarządzania każdym najdrobniejszym trybem naszej drużyny piłkarskiej. Nawet jest program pocztowy, w którym wymieniamy dość aktywnie korespondencję.
Gdy już w mniejszym lub większym stopniu zorientujemy się co i jak oraz zaangażujemy jakiś mecz (ustalimy odpowiednią taktykę, przeanalizujemy zachowanie zawodników oraz odpowiednio ich zmotywujemy) przechodzimy do oglądania jak to naszym podopiecznym idzie. Relacje pokazywane są na całkiem sympatycznym silniku 3D i potrafią przysporzyć sporo emocji. 

Championship Manager 2010 to dość specyficzny rodzaj rozrywki. Bardzo statyczny i wymagający skupienia, przebijania się przez setki stron tabel oraz tekstu, a także odpowiedniego zarządzania zasobami ludzkimi. Nie jest to produkcja dla każdego, ale osoby lubujące się w tego typu rozgrywce będą usatysfakcjonowane. Grę polecam pomimo, że troszkę się zdezaktualizowała pod kątem danych. Jeśli kiedykolwiek muve.pl lub inny sklep wstawi ją w promocji, bierzcie w ciemno, bo naprawdę warto.

Moja ocena to 4/6. Rewelacyjny (i trudny) symulator, wymagający od gracza skupienia i poświęcenia mu sporo uwagi. Ale za to odwdzięcza się ogromną dawką satysfakcji i czysto sportowych emocji.

Pozdrawiam i do następnego przeczytania.



Torchlight 2 - Uzupełnienie:

Ostatnio, po opublikowaniu mojej recenzji Torchlight 2, zwrócono mi uwagę, że pominąłem kilka ważnych i udoskonalonych aspektów w stosunku do pierwszej części gry. O co dokładnie chodzi? Nasz zwierzęcy towarzysz. Druga część gry wprowadziła, poza kilkoma dodatkowymi gatunkami (borsuk, jastrząb i jakiś smok) usprawnienie polegające na tym, że nasz zwierzaczek zdecydowanie sprawniej radzi sobie w walce z przeciwnikami. Gryząc, drapiąc i kto wie co tam jeszcze wyprawiając zwierzak często u mnie dobijał te stwory, które oddaliły się z pola bitwy. Poza tym nasz towarzysz to dodatkowy plecak, w którym możemy gromadzić ekwipunek na sprzedaż. i podobnie jak w Torchlight wysłać naszego ulubieńca do miasta, by spieniężył nadmiar żelastwa zalegający nam w sakwach.
Kolejnym usprawnieniem jest system zaklinania i wrzucania wszelkich kamieni lub okruchów Żaru do naszej broni. Choć przyznać się muszę, że cząstki Żaru bardzo skromnie umieszczałem w   broni czy pancerzu, to z zaklinania korzystałem dość często. Aby zakląć przedmiot musimy odbyć spacerek lub skorzystać z odpowiedniego zwoju i udać się do miasta. Tam należy odszukać odpowiednią osobę, wybrać przedmiot, zapłacić ... i liczyć na szczęście. Mnie zazwyczaj sprzyjało, bo efekt zadowalał mnie w pełni, ale to jakie zaklęcie nam się wygeneruje jest w pełni losowe. Jeśli już zdecydujemy się wcisnąć do broni lub pancerza jakiś kawałek Żaru to musimy się liczyć, że jest to zazwyczaj zabieg permanentny. Tutaj nie musimy udawać się do miasta, a zwyczajnie "kliknąć" i "przeciągnąć" kryształ do wybranego przedmiotu z wolnym miejscem. Oczywiście jest też opcja odzyskania kamienia lub broni, ale wiąże się to z wizyta u specjalistów, ze zniszczeniem broni, jeśli chcemy kamień lub odwrotnie. Cały system jest tak intuicyjny, że odnaleźć się w tym można już po kilku minutach grania.
Podobnie jak system generowania przedmiotów. Ekwipunek sypie się z pokonanych wrogów w takich ilościach, że czasem nie zaglądałem nawet do handlarzy. I najważniejsze to, że statystyki oraz zdolności zazwyczaj są dopasowane do naszej postaci i stylu gry.
Naprawdę warto zakupić ten tytuł i móc rozkoszować się czystą, miodną i wyjątkowo prostą mechanika gry dającą tyle radości.

Pozdrawiam Serdecznie

czwartek, 17 stycznia 2013

"Gry za grosze" - Torchlight 2

Okłada pochodzi ze strony wydawcy,
gdy gra nie posiadała jeszcze
polskiej wersji językowej. 
Jedną z większych premier w roku 2012 było wydanie Diablo III. Jednocześnie było to dość duże rozczarowanie dla wielu graczy. Duże zainteresowanie tym tytułem sprawiło pojawienie się kuriozalnych sytuacji w postaci kolejek w sklepach oraz szalenie wyśrubowanych cen (zdarzyło się, że w jednym ze sklepów z grami komputerowymi i planszowymi młody gracz wyłuskał 300 zł na jeden z ostatnich egzemplarzy gry w moim mieście), oraz problemami z połączeniem się. Minęło kilka miesięcy i gra zalewa półki, cena oscyluje na poziomie 170 do 199 zł, kolejne patche coś tam naprawiają, coś tam psują. Gra ma swój czar, ale Laures i mnie nie skusiła (póki co, może w przyszłości), zresztą ku zdziwieniu naszego kolegi.

Za to zauroczył nas tytuł, który cichaczem i bokiem wszedł na scenę. Mowa o Torchlight 2. Gra jest dla mnie fenomenem. Tworzona jest przez zespół ludzi, którzy maczali palce w Diablo i Diablo 2 co widać praktycznie na każdym kroku począwszy od muzyki, poprzez klasy postaci, mechanikę oraz nawet grafikę.


Torchlight 2 jest rewelacyjną produkcją typu hack 'n'slash, w której tło fabularne jest tylko pretekstem do przedzierania się przez kolejne hordy potworów na następujących po sobie planszach. Mechanika i zasady rządzące się tym tytułem niczym praktycznie nie różnią się od poprzedniczki i od gier tego typu. Grę usprawniono, wprowadzając m. in. współpracę kilku graczy, dodano nowe klasy, zmodyfikowano troszkę rozgrywkę i poprawiono grafikę.

Grając w Torchlight (który wpadł w moje ręce za sprawą CD-Action) oraz Torchlight 2 mam wrażenie, że twórcy chcieli utrzeć nosa Blizzardowi i serii Diablo. Wydali grę o bardzo specyficznej stylizacji, łączącej w sobie iście komiksowe przerysowanie postaci z krainami fantasy, a w drugiej części zahaczające o klimaty steampunk. Gra jest kolorowa i dynamiczna, ale szalenie brutalna i w odróżnieniu do Magicka nie karze gracza za najmniejszy błąd. Posoka czasem w dość groteskowy sposób potrafi ozdobić okoliczne ściany, a oponenci pod gradem ciosów wręcz rozpadają się na części pierwsze. Zatem niech nikogo nie zmyli komiksowo-bajkowa stylizacja... ta gra to kawał krwistego mięcha. Gra się w to naprawdę rewelacyjnie, a na ekranie potrafi się tyle dziać, że czasem ciężko się zorientować, gdzie sojusznicy, gdzie wrogowie.

Historia Torchlight 2 jest kontynuacją wydarzeń z poprzedniej części gry. W wielkim skrócie, by nie psuć niespodzianki, naszym herosom po pokonaniu wielkiego zła coś nie wyszło. A dokładnie Alchemik (którym zresztą miałem okazję grać w Torchlight), coś przedobrzył i to właśnie on staje się naszym głównym powodem do dziesiątkowania setek maszkar nawiedzających świat. A my jako początkujący łowca przygód na zlecenie jego dawnych kompanów (czyli postaci z pierwszej części gry) ruszamy w bój. Czy czegoś potrzeba więcej w takim tytule? Mamy jasno i wyraźnie nakreślony cel na końcu drogi, którym jest wielki arcywróg, a po drodze szereg mniejszych zadań do wykonania.

Radocha jaka płynie z nabijania kolejnych poziomów jest przeogromna, zresztą sam mechanizm jest rozwoju postaci jest banalnie prosty. Za każdym razem, gdy zwiększamy poziom doświadczenia otrzymujemy 5 punktów na rozdysponowanie wśród naszej siły, zdrowia i innych atrybutów oraz punkt na dodatkową zdolność specjalną (zresztą warto wykonywać zadania poboczne, które wpływają na wzrost naszej sławy, gdyż z każdym poziomem dostajemy również dodatkowy punkt na zdolności specjalne). Drzewek rozwoju są trzy dla każdej z klas. Wszystko jest tak klarownie rozpisane, że taki laik jak ja odnalazł się w tym bez trudu i mój Berserker wpada w bój niczym wściekły ogar i rozdaje razy na prawo i lewo. Zresztą klasy są też całkiem fajnie pomyślane i mam wrażenie, że ekipa składająca się z czterech graczy wyspecjalizowanych w osobnych klasach mogła by wrogami całkiem nieźle pozamiatać na polu bitwy.

A co oddano nam do dyspozycji? mamy wspomnianego już Berserka, który urzekł mnie swoim zachowaniem w menu wyboru postaci. Postać kontaktowa o bardzo wysokich możliwościach walki wręcz. Żarodziej są niczym mobilne stanowiska ogniowe siejące spustoszenie wokoło. Inżynier to klasa, która swoim wyglądem chyba najbardziej nawiązuje do realiów stempunku to idealny ciężkozbrojny osobnik do walki w pierwszej linii frontu mający na sobie skupić jak najwięcej uwagi przeciwnika. Łowca to znowuż klasa postaci zajmująca się zasypywanie wroga ołowiem i szybkimi atakami z dystansu.

Największą zaletą gry, poza miodnością, jest cena. Obecnie oscyluje ona w okolicach 70 zł co przy cenie Diablo 3 jest wręcz kwotą śmieszną. A zważywszy na fakt pojawienia się czasem promocji rzędu 50%, nie powinno dziwić, że pierwszego Torchlighta 2 kupiliśmy na muve.pl, a drugi klucz już na Steam. I w sumie wydaliśmy około 70 zł za dwie gry, dzięki czemu razem z Laures możemy wspólnie przemierzać ten cudowny świat.

Podsumowując, gra zasługuje na ocenę 5/6. Pomimo, że ma naiwny do bólu scenariusz, że zdarzył się drobny zgrzyt na linii Cenega, fani-tłumacze (nagłe pojawienie się polskiej wersji językowej zaskoczyło) i kilku drobnych uchybień, czy to specyficznej grafiki, która może, acz nie musi się podobać. Tytuł zasługuje na zaszczytne miejsce w panteonie gier, za swój fenomen i za fakt, że pokazał co niektórym, że dobry tytuł obroni się sam. Myślę, że kiedyś, w przyszłości  pewnie się przeproszę z Diablo 3, ale póki co to Torchlight 2 zdobył moje serce. Osobiście polecam jako idealny tytuł do odreagowania ciężkiego dnia w szkole, pracy czy na uczelni.

Pozdrawiam i do następnego przeczytania.