Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygodówki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygodówki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 sierpnia 2014

"Beyond: Two Souls" - RZUT Lauresowym Okiem

Do gier  Quantic Dream podchodzę prywatnie jak pies do jeża. Ja wiem, że mają naprawdę dobry scenariusz i niebanalne historie. Jednak jednym z czynników od którego odbijam się niczym piłeczka od ściany to sterowanie. Sterowanie za pomocą sekwencji czasowych początkowo mnie intrygowało, ale z czasem więcej nerwów u mnie było niż zabawy w tym. Jednak to Laures okazała się mistrzem tego typu sterowania. Tam gdzie ja podczas treningu męczyłem się kilkanaście razy ona robiła to "od ręki" z uśmiechem na ustach.
Dlatego też grzecznie się ukłoniłem, przekazałem kontroler move na jej dłonie, a sam używając zdecydowanie nieparlamentarnego języka oddaliłem się, bo na Beyond patrzyć już nie mogłem, dlatego wolałbym o tej grze nie pisać, bo moja opinia byłaby zdecydowanie krótsza i bardziej negatywna... (ja chyba nie jestem zaprojektowany do tego typu gier :( ). Zatem niech to właśnie Laures podzieli się z Wami swoimi spostrzeżeniami.

Beyond: Two Souls  
Pisałam już kiedyś o Heavy Rain ze studia Quantic Dream. Tak jak obiecałam zagrałam też w Beyond Dwie Dusze. Po zachwycającym Heavy Rain ta gra niestety zawodzi. W tej grze najważniejsza jest fabuła. A ona niestety właśnie kuleje. Sam motyw dziewczynki i związanej z nią duszą jest ciekawy. Tak samo jak ciekawe są możliwości Aidena. Można było z tego zrobić naprawdę niezłą historię. Niestety to się nie udało. Są w grze lepsze i gorsze momenty. Całkiem podobała mi się misja wojskowa oraz ukazanie dzieciństwa dziewczynki. Gra ukazuje nam życie i historię bohaterki przeskakując raz do dzieciństwa, raz do dorosłości. Nie ma problemu jednak połapać się w chronologii, chociażby przez linię czasu na której pojawiają się kolejne rozdziały.

Podobnie jak w Heavy Rain trofea wpadają po zakończonym rozdziale. Nie psują więc nastroju. A nastrój jest czasem dołujący a czasem jest po prostu trochę strasznie, szczególnie gdy gra się w nocy. Tak jak robię to ja. Natomiast podstawa scenariusza czyli otwieranie portali do świata duchów ( świata śmierci ) i teoretycznym zastosowaniu tego jako broń jest bardzo naciągane. Ja rozumiem, że wojskowi są pokazywani jako głupcy ale czy po pewnych doświadczeniach tak ciężko przewidzieć co może się stać. 
Motyw indiański też był mocno naciągany ( mam wrażenie, że wepchnięty trochę na siłę ). Gra się łatwo o wiele łatwiej niż w Heavy Rain. Wystarczy tylko w odpowiednich momentach odpowiednio przesunąć gałkę, czasem mamy mniej czasu czasem więcej na reakcje. Są momenty, że musimy zaczynać sekwencje od początku albo nasze zawahanie skutkuje innym zakończeniem danej akcji. Jednak na zakończenie i finał nie ma to wpływu.

Gra jest krótka zajęła mi ok 10 godzin. W polskiej wersji sztucznie brzmiało nagromadzenia słowa na k. Było one wpychane prawie wszędzie i miało się wrażenie, że na siłę. Główna bohaterka Jodie i Aiden są ciekawi.Mamy tu też postacie typowe, przystojny agent, z lekka szalony naukowiec. Część fabuły jest łatwa do przewidzenia, motyw z bezdomnymi ( a dokładniej z chuliganami). W sumie i tak jest to jeden z moich ulubionych rozdziałów.

Podsumowując. Można tą grę a raczej film przejść. Ale jest to gra tylko na jeden raz. Cokolwiek byśmy nie zrobili gra prowadzi nas do takiego samego finału. Potem to już nasz wybór jak zakończymy grę. Bardziej czy mniej pozytywnie. Boli to, że nasze wybory w grze nie mają znaczenia dla zakończenia. Przejście gry jeszcze raz nie ma raczej żadnego sensu. Gra jest średniakiem i po Heavy Rain zawodzi. Nie opłaca się jej kupować. Jeśli już to polecam kupić na Allegro, używaną lub pożyczyć od kogoś.

Teraz cofnę się nieco w przeszłość studia i zagram w Fahrenheit.

Pozdrawiam i do następnego przeczytania.


niedziela, 15 grudnia 2013

Heavy Rain, czyli PlayStation 3 Lauresowym Okiem

Dziś kolejny tekst mojej małżonki i drugiego redaktora Krainy, czyli Laures. Tym razem Laures postanowiła się zmierzyć z Heavy Rain czyli tytułem przeznaczonym wyłącznie na Playstation 3. Tytuł co prawda już niemłody, ale nadal gorący i budzący sporo emocji. Zapraszam do lektury:

Do gry tej podchodziłam długo. Miałam ochotę zagrać ale jakoś się bałam, nastawiłam się na horror. Ale to jak się okazało nie jest horror (nic na nas nagle nie wyskakuje :)) 
Jest to za to kawał porządnej, klimatycznej gry, która przykuła mnie do konsoli na około tydzień. Kiedy zaczynałam grać miałam się ciężko oderwać, w ten sposób raz grałam nawet do 4 w nocy ( nawet nie zauważyłam kiedy zaczęło robić się jasno). Gra niesamowicie wciąga i nie sposób się od niej oderwać. Cały czas trzyma w napięciu i zastanawiamy się co dalej. 
Gramy prowadząc cztery postacie. Wszystkie wydarzenia w których postacie te uczestniczą splatają się ze sobą w którymś momencie. Nic nie jest przypadkowe. Klimat tej gry jest świetny, podoba mi się to, że osiągnięcia "wskakują" po danej sekwencji w czasie wgrywania kolejnej, dzięki temu wciąż czuje się klimat nie przerywany dźwiękiem wpadającego pucharka. 
Jeśli chodzi o sterowanie ( edycja Move ) zazwyczaj nie jest trudne ale czasem pewne sekwencje są ciężkie do wykonania, gra pociągnie nas pomimo braku jej wykonania zazwyczaj dalej ale konsekwencje mogą być dla którejś z postaci bardzo bolesne. A mnie po kilku dniach bolała ręka od machania różdżką Move :) 
To co w tej grze przyciąga to klimat, bałam się tej gry ze względu na motyw porwania dziecka, sama mam własne i jakoś w tak sugestywnej i klimatycznej produkcji mnie to odstraszało ale gdy dowiedziałam się, że jest opcja by dziecko uratować stwierdziłam, że musi mnie się udać i udało się. Większość wydarzeń w grze ma mroczny klimat, przygnębiający. Mamy poczucie uciekającego czasu na uratowanie chłopca. Idealna gra na długie zimowe wieczory. Postacie są ciekawe i można je polubić. Tym bardziej staramy się by wszystkie przeżyły. 
Udźwiękowienie również stoi na wysokim poziomie, tak samo jak dubbing. W sumie żałuję, że tak długo zwlekałam z Havy Rain. Jest to jedna z ciekawszych gier w jakie miałam okazje grać ( a "trochę" ich już przeszłam ). 
Studio Quantic Dream bardzo lubię, do dziś miło wspominam grę Omikron: The Nomad Soul
A Havy Rain to gra znakomita. Jeśli nie graliście w Havy Rain, polecam ! Zakończeń gry jest wiele pochwalę się, że mnie udało się wszystko doprowadzić do szczęśliwego końca ( najlepsze z zakończeń ). Teraz przymierzam się powoli do Beyond: Two Souls, niestety podobno gra ta nie jest tak udana jak Heavy Rain. Poczekam więc na promocję :)

A Wy jakie macie wrażenia z tej interesującej gry? Graliście, czy może macie taki zamiar?

Pozdrawiam i do następnego przeczytania.

środa, 12 czerwca 2013

Atlantis - RZUT (Rad)OKIEM na promocje CDP.pl

Kilka(naście) lat temu gdy popularne były wśród gier komputerowych gry przygodowe, gdy to triumfy świeciła kultowa seria MYST, pewne francuskie studio zaprezentowało nam przygodówkę pod tytułem Atlantis. Tytuł może nie była hitem, który by zapisał się złotymi głoskami w annałach historii gier komputerowych ale była to gra bardzo dobra. O świetnym scenariuszu i jak na tamte lata zrealizowana z ogromnym rozmachem. Mało tego, Atlantis doczekał się jeszcze dwóch tytułów z serii, stając się trylogią. Poza artystyczną oprawą graficzną bardzo charakterystyczną dla studia Cryo (polecam szczególnie grę Frank's Herbert Dune ich produkcji) oraz przepięknym udźwiękowieniem gra oferowała naprawdę wspaniałą przygodę. Niech o klasie Atlantis zaświadczy przykład znajomej, która jest wręcz zakochana w tej grze i grała w nią kilka razy.
Jakże miłym zaskoczeniem była i jest, dzisiejsza oferta CDP.pl właśnie na gry z serii Atlantis.
Co prawda nie jest to cała trylogia w jednej paczce, ale oferta i tak radosna:
- Atlantis - 4,99 zł.
- Atlantis 2 - 7,49 zł.
- Atlantis 3 - 7, 49 zł.

Pełną ofertę dnia możecie znaleźć tutaj gdzie to poza grami można też trafić w dobrej cenie e-book. Dziś książka Niewidzialni. Tajemnica Misty Bay.

Pozdrawiam i do następnego przeczytania.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Duel of Champions i Testament Sherlocka Holmesa - RZUT (Rad)OKIEM

Ostatni weekend minął nam pod znakiem Might & Magic, a dokładnie darmowej gry karcianej o tytule Duel fo Champions, jednak nim przejdziemy do tego tytułu warto wspomnieć o kilku promocjach jakie miały okazję się pojawić w ostatnich dniach.
Niestety Wiosnobranie muve digital nadal jest w zawieszeniu, zatem taką okazję postanowiła wykorzystać platforma CDP.pl. I tak staliśmy się świadkami swoistej "wojny" dwóch sklepów, gdzie to DisHonored i Tomb Raider były orężem, a celem nasze portfele. Obie platformy cyfrowej dystrybucji prześcigały się w ofertach na te dwa tytuły. Jak zwykle wygranymi byli gracze. Lubimy taką zdrową konkurencję :D
Jednak my zaopatrzyliśmy się w grę przygodową Testament Sherlocka Holmesa za 39,99 zł na CDP.pl, czyli przecena gdzieś tak o 50%.

Jednak tym co przykuło Laures i mnie do monitora była gra karciana ze świata Might & Magic: Duel of Champions. Gra jest darmowa (z opcja mikropłatności) i oferuje nam zabawę kartami niczym Magic: The Gathering. Czyli dostajemy talię (do wyboru na początku z trzech frakcji), tworzymy deck i ruszamy do walki. A walczyć możemy z innymi graczami (za takie potyczki otrzymujemy lokalną walutę - złoto- oraz punkty doświadczenia) lub spróbować swych sił w kampanii (tutaj nagroda są poza doświadczeniem i złotem jeszcze kryształy). Całość prezentuje się wyjątkowo miodnie, gdyż mechanika jest prosta i przejrzysta, a gra wykonana estetycznie i dla fanów "Heroes'ów" jest to pozycja wręcz obowiązkowa. Laures jako wyjadacz serii w Duel of Champions odnalazła się od razu.

 Kluczem do zwycięstwa jest porządny deck, aby taki stworzyć potrzeba kart. Nowe karty możemy kupić w taliach lub pakietach za złoto albo kryształy. I tutaj pojawia się szansa na wykorzystanie mikropłatności. Za realną gotówkę możemy dokupić właśnie dodatkowe złoto lub kryształy. Niestety ceny są w dolarach i są dość wysokie, ale da się grać bez finansowania z zewnątrz. Wystarczy stawać w szranki z innymi graczami. Jest to czasochłonne, ale pozwala wypracować sobie swój styl walki oraz najlepszy dla nas deck.

Gra jest, niestety, wciągająca i ma zwany przeze mnie "syndrom Magic'a" - czyli dokupywanie kolejnych pakietów celem rozbudowy talii. Oczywiście zawartość pakietów jest losowa i po zakupie kilku możemy pokusić się o stworzenie deck'ów dla poszczególnych frakcji.

Dla mnie rewelacyjne jest to, że mamy możliwość wirtualnego kolekcjonowania kart (zresztą pięknie wykonanych) bez chomikowania ich po kolejnych pudłach i klaserach. Oraz dodatkowo możliwość konfrontacji z innymi ludźmi.

Aż wstyd się przyznać, że do tej pory jakoś tak nie miałem styczności z tytułami z serii Heroes, ale po kilku godzinach z "karcianką" przesiadłem się na wirtualne boje w Heroes of Might & Magic V i zassało mnie na dobre.

Might & Magic: Duel of Champions ma niesamowity potencjał i potrafi przykuć do gry na długie godziny, dodatkowym atutem jej jest możliwość gry na urządzeniach przenośnych. Ubisoft zrobił rewelacyjny ruch marketingowy wrzucając ten tytuł na rynek, bo gra ma w sobie coś co popycha nas do kolejnych potyczek, by tylko dorobić się na kolejny pakiet. Prywatnie polecam fanom gier karcianych, strategii i "Heroes'ów".
Do zobaczenia na polu bitwy :D

Pozdrawiam i do następnego przeczytania.

wtorek, 20 listopada 2012

"L.A. Noire" - RZUT (Rad)OKIEM na promocje muve.pl

Kolejny dzień promocji na muve.pl. Dziś zaserwowano nam L.A. Noire w wersji kompletnej. Cena dość atrakcyjna, bo około 30 zł za pełną grę z dodatkami w wersji digital. Jak kogoś interesują klimaty Ameryki z lat czterdziestych ubiegłego wieku okraszone zagadkami kryminalnymi, polecam. Osobiście mimo wielkiego zaufania do Rockstar'a (i zdolności budowania przez nich klimatu oraz nakreślania postaci), odpuszczam ten tytuł, gdyż średnio mnie interesują te realia, poza tym moja znajomość języka angielskiego raczej zubożyła by moje doznania płynące z obcowania z ta grą. Ale jak ktoś myślał o tym tytule i wahał się z zakupem, to teraz jest dobra okazja.

Swoją drogą ta akcja promocyjna  ma trwać do końca tygodnia (oj rozbujała nam się Cenega i muve.pl :D). Zobaczymy na co jutro wypadnie (tak cichutko liczę może na Bioshock'a). Póki co, moim "łupem" padł Spec Ops: The Line.

Pozdrawiam i do następnego przeczytania.

środa, 7 listopada 2012

"Gry za grosze" - Police Quest 1 - 2 - 3 - 4

Dziś nietypowo. A to ze względu, że nie chodzi dokładnie o tanie gry co o możliwość pobrania gry prawie za darmo. CDProjekt to rodzimy wydawca, który swego czasu dominował na rynku i był prekursorem wielu usług oraz pomysłów (gram.pl, GOG.com, a obecnie serwis CDP.pl), które zmieniły Polski rynek gier. Wprowadzili wirtualne punkty za rejestrację oryginalnych gier, które dawały graczom czasem możliwość zakupu gadżetów ze sklepu gram.pl. Potem przekształcenie całości w lojalnościowy CDPROgram. I nagle świat internetu obiegła wieść, że CDP zamyka swój twór i sugeruje wykorzystanie zebranych punktów w serwisie GOG.com. Okazało się, że razem z Laures zebraliśmy całkiem sporo tych punktów, bo wystarczyło ich na dwie gry. Nasz wybór padł na "Police Quest 1 - 2 - 3 - 4" oraz "Forgotten Realms: Demon Stone". Czy było warto? Myślę, że tak, gdyż lada chwila punkty z CDPROgram'u przestaną być respektowane, ponieważ firma zmienia strategię i chce wprowadzić jakąś nowość. Dlaczego wierni klienci zatem mają stracić dorobek punktowy? (bo by zakupić kod promocyjny do GOG.com należy mieć 150 lub 300 punktów zgromadzonych na koncie, a co z tymi, którzy mają ich tylko 40 ?? )
Dziwi mnie troszkę ta strategia CDP, gdyż przez te lata przyzwyczaiłem się raczej do wysokiego poziomu usług i dobrego obchodzenia się z klientami ze strony tej firmy. No, ale zobaczymy co nam przyniesie przyszłość i zmiany ze strony wydawcy.

Laures swoją uwagę zwróciła na tytuł "Forgotten Realms: Demon Stone", a ja uśmiechnąłem się szczerze do przygodówki, która od lat zaprzątała moją uwagę.

Czym zatem jest Police Quest? Jest to naprawdę wiekowy tytuł swoją historią sięgający 1987 r. Dla wielu graczy to jest prawie jak epoka kamienia łupanego, ale były to czasy, gdy niepodzielnie królowały Amigi, C-64 (sam nawet posiadałem taką maszynę :D ), Atari oraz pierwsze komputery osobiste, mocą dorównujące dzisiejszym zegarkom elektronicznym. Gdzieś za oceanem pojawiła się przygodówka z firmy Sierra On-Line z archaiczną na dzisiejsze czasy grafiką i systemem sterowania przyprawiającym o ból głowy (każdą komendę należało wpisywać ręcznie w konsoli gry). "Police Quest: In Pursuit of The Death Angel" (bo tak brzmiał pełny tytuł) powstała przy współpracy z emerytowanym funkcjonariuszem policji (Jim Walls) dzięki temu zyskała na realizmie. Już wtedy była to gra trudna i ginęło się praktycznie w każdym momencie, gdy nie zachowało się procedur bezpieczeństwa.

W 1988 r. ukazała się kontynuacja ( i zarazem mój pierwszy kontakt z ta grą, było to przeczytanie recenzji w "Top Secret" z dwoma bardzo słabymi obrazkami) o tytule "Police Quest II: The Vengeance". Następnie w 1991 pojawiła się kolejna odsłona z przepiękną grafiką VGA o tytule (a jakżeby inaczej) "Police Quest III: The Kindred" (mój pierwszy kontakt z grą otrzymaną od kolegi. Gra była nieprzystosowana do zabawy na nowszych komputerach co odbierało frajdę z całej rozgrywki). W tych trzech tytułach zamykała się historia funkcjonariusza imieniem Sonny Bonds oraz jego konfrontacji z "Aniołem Śmierci" (Jessie Bains). Dane nam było obserwować troszkę policyjnej rutyny oraz wykonywać standardowe zadania funkcjonariusza policji, a gdzieś w między czasie wplątalismy się w kawałek naprawdę potężnego i pasjonującego śledztwa.

Kolejne odsłony serii Police Quest, troszkę straciły na klimacie. Czwarta części radykalnie zmieniła grafikę na fotorealistyczną (zmieniła się główna postać, miasto oraz wzrosła brutalność) co raczej niekorzystnie wpłynęło na jakość gry. Natomiast piąta część dorobiła się tytułu "Police Quest: SWAT" i stałą się taktyczną grą (ciekawie rozwiązaną pod kątem graficznym, gdyż mieliśmy wrażenie brania udziału w interaktywnym filmie). Później gdzieś stracił się główny tytuł serii i całość zmieniła się kolejno w grę strategiczną (SWAT 2 - dzięki magazynowi RESET jest w moim posiadaniu) oraz strzelaninę taktyczną (SWAT 3 - dodana do CD-Action i SWAT 4).
Rozwój serii pokazywał nie tylko ewolucję gatunku gier przygodowych (od prostych graficznie gier z topornym interfejsem po gry typu point'n'click) ale również upadek tego szlachetnego gatunku.

Dzięki serwisowi GOG.com (oferta z której skorzystaliśmy zawiera gry z numerami od 1 do 4, pozostałe gry są oferowane jako odrębne produkty) mamy okazję sięgnąć po te tytuły (za cenę 9.99 $ lub 300 punktów z CDPROgramu) i zagłębić się w naprawdę fajną przygodę. Plusem dla tego wydania jest to, że "Police Quest: In Pursuit of The Death Angel" wydany jest w odświeżonej wersji z 1992 r. z lepszą grafiką i normalnym sterowaniem. Pakiet jest naprawdę fajny i zaopatrzony w niezbędne dodatki, które ułatwiają nam zabawę.
Ponieważ gra jest praktycznie za darmo, więc nie miałem jakiś większych wyrzutów sumienia biorąc ją (jest okazja do szlifowania angielszczyzny, bo tytuły na GOG.com są w oryginalnych wersjach językowych), ale za to jaką radość sprawiło mi rozegranie kilku sekwencji, czy dokonanie pierwszego zatrzymania (screen na górze jest dowodem :D).

Grę polecam fanatykom dobrych gier przygodowych. Nie spodziewajcie się tu "wodotrysków" rodem z Medal of Honor Warfighter. Police Quest to prosta graficznie (Gemini Rue jest na podobnym poziomie, a jaka radość z gry :D) ale za to skomplikowana fabularnie i wymagająca gra. Jeśli lubisz gry przygodowe w starym stylu, bierz w ciemno.

Jeśli miałbym ocenić to zbiorcze wydanie czterech części gry w skali punktowej, to było by 5-/6. Dlaczego? Za system zabezpieczenia PQ2, który psuje efekt i wymaga wydrukowania instrukcji. Obniżenie oceny to również zasługa czwartej gry z serii, która jest moim zdaniem najsłabsza.

Jeśli lubisz gry retro i do tego uwielbiasz przygodówki, śpiesz się by skorzystać z promocji CDPROgramu i GOG.com, bo naprawdę warto wydać na ten tytuł 300 punktów lub 10$.


Pozdrawiam i do następnego przeczytania.

wtorek, 23 października 2012

"Gry za grosze" - Myst III - Exile

Wyobraź sobie pustą kartkę leżącą przed Tobą. W dłoni trzymasz pióro napełnione atramentem. Delikatna woń inkaustu drażni Twój zmysł węchu. Pusta strona kusi do stworzenia czegoś. Czegoś pięknego za pomocą słów. Zaczynasz pisać... i tworzysz świat. Opisujesz ukształtowanie terenu, zasady jakimi się ten świat przez Ciebie stworzony ma się rządzić. A co by się stało, gdyby tak wejść do wykreowanego świata (nazwijmy go Wieku)?

Tytuł tej recenzji jest troszkę zwodniczy, gdyż pod pozorem zachęcenia Was do zakupu tej gry, a dokładnie Myst III: Exile (niestety obecnie bardzo słabo dostępnej - jedynie serwisy aukcyjne lub muve.pl - za około 5 zł), chciałbym napisać o serii gier, które są wyjątkowe nie tylko dla mnie, ale dla całego świata gier komputerowych.

Czym jest seria Myst? To seria gier przygodowych, która graczom towarzyszy od lat 90-tych ubiegłego wieku. Od momentu kiedy rozpoczęto prace nad pierwszą częścią zatytułowaną zwyczajnie Myst(a było to w 1991 r.) gra przeszła długa drogę.
Myst został wydany w 1993 r. przez studio Cyan. Co było tak wyjątkowego w tej grze? Praktycznie wszystko. Znakiem rozpoznawczym serii stal się widok z perspektywy pierwszej osoby. Poruszaliśmy się "skokami" pomiędzy kolejnymi planszami i obserwowaliśmy światy lub raczej Wieki oczami naszego bohatera. Nie było tam obcych czyhających na nasz żywot, nie używaliśmy broni. Naszym jedynym orężem był nasz umysł, zdolność kojarzenia i obserwacji otoczenia. A "wrogiem" otaczające środowisko i zagadki.
Początkowo Myst miał być ręcznie rysowaną przygodówką, jednak twórcy (Robyn i Rand Miller) swoje dzieło wyrenderowali w programie graficznym i pokryli teksturami. Gra stała się hitem. Oprawa wizualna na warunki jakimi dysponowały ówczesne komputery stała się hitem. Całości dopełniała muzyka. Piękna, nastrojowa i tajemnicza (soundtrack został osobno wydany).

Jednak mój pierwszy kontakt z grą Myst wcale nie nastąpił w 93r., a znacznie później. Tak to już w życiu bywa, że jak coś się sprzedaje, to za chwilę ma naśladowców. Narodził się nawet taki specyficzny gatunek przygodówek "mystowatych". Takim tytułem był rodzimy Reah wyprodukowany przez L.K. Avalon. To właśnie ta gra była dla mnie początkiem i bodźcem to poznania Myst. Traf chciał, że mniej więcej w tym czasie w moje dłonie trafiła książka Myst: Księga Atrusa. Był to naprawdę wspaniały wstęp do fabuły gry. (Na naszym rynku była dostępna również druga książka z serii, Myst: Księga D'ni. Obie wydane przez Prószyński i S-ka.)

Czas mijał, gdzieś na rynku pojawiła się kontynuacja, a potem nawet trzecia część owej wspaniałej przygodówki. A ja nadal nie mogłem jej zdobyć pierwszego tytulu serii, ani tym bardziej kupić. Zmieniło się to jednak, gdy Cenega wprowadziła nową serię wydawniczą "Kolekcja Klasyki". Pierwszego dnia, gdy tylko pudełko z grą się pojawiło na półkach sklepowych zaraz po zajęciach na uczelni (a były to czasy radosnego mojego studiowania) zakupiłem zbiorcze wydanie za... około 15 zł. W skład tego wydania wchodziły gry:
Myst: Masterpiece Edition - z poprawioną grafika w stosunku do pierwszego wydania,
Riven: The Sequel to Myst - z przepiękną grafiką,
Myst III: Exile - z fotorealistyczną grafiką i możliwością swobodnego rozglądania się.
Interes był przedni zważywszy, jaka wspaniała przygoda mnie czekała, w dodatku po polsku.

No właśnie, przygoda. Wspomniałem o muzyce, grafice, założeniach, coś tam wspomniałem o kreacji świata. Ale o co w tej grze tak naprawdę chodzi? Swoją przygodę w Myst rozpoczynamy jako nieznany bohater, którego poznajemy w introdukcji gry. Człowiek ten miał kontakt z tajemniczą księgą... która przeniosła go do Wieku Myst.
Czym są Wieki? O co chodzi z tymi księgami? Dlaczego znalazł się na jakiejś wyspie? Tego musi się właśnie dowiedzieć. Fabułę poznajemy poruszając się po lokacjach oraz rozwiązując napotkane zagadki. Jednak całość sprowadza się do bohatera imieniem Atrus (tak, to on jest głównym bohaterem pierwszej książki) i jego rodziny. Poznajemy tragiczne losy jego bliskich oraz sytuację, w której się teraz znalazł i w której oczekuje naszej pomocy.

Kimże jest ów Atrus? Jest potomkiem starożytnej cywilizacji zwanej D'ni, która opanowała sztukę kreowania nowych światów (zwanych Wiekami) za pomocą słowa pisanego. Piękne prawda, wspaniała gra i historia ściśle związana z książkami, czegóż chcieć więcej :D. Niestety, jak każda starożytna cywilizacja ma w zwyczaju i D'ni zakończyła swoją egzystencję. Pozostało się przy życiu kilku osobom, które znały prawdę o D'ni i Wiekach. Saga Myst pozwala nam poznać różne etapy życia Atrusa, jego żony, dzieci, a nawet ojca (ostatniego prawdziwego D'ni czystej krwi). Jak to zwykle bywa, relacje rodzinne naszych bohaterów tła są co najmniej skomplikowane. Jest zdrada, zawiść, zemsta. I pomimo, że akcja jest zazwyczaj dość spokojna i gra nie wymaga od nas zręczności małego Azjaty grającego w Starcraft to fabuła jest emocjonująca i porywająca... jak naprawdę świetna książka.

A jaka jest tu nasza rola? Obserwatora i pomocnika Artusa. Rewelacyjne jest obserwowanie bohaterów w kolejnych częściach, jak ewoluują, jak zmienia się ich nastawienie do nas (z czasem Artus zaczyna nazywać nas przyjacielem). Niechcący wczuwamy się w ten świat i zaczynamy uczestniczyć w tych wydarzeniach.
Celowo staram się unikać opisywania niektórych wątków fabularnych, by nie odbierać Wam przyjemności rozkoszowania się nimi samemu. Bo w Myst się nie gra, tu się rozkoszuje każdą chwilą spędzoną w tym fascynującym uniwersum.

Popularność gier z serii Myst zaowocowała powstaniem w sumie 5-ciu części głównego cyklu. Pierwszy tytuł doczekał się nawet dwóch wznowień (pomijam wersje na inne platformy, ale Myst został wydany również na PSP i DS), wspomnianej wcześniej Masterpiece Edition oraz całkowicie odświeżonej i wydanej na silniku Myst V: Koniec Wieków gry o tytule realMyst.

Poza wspomnianym głównym cyklem pojawia się również seria poboczna URU. W moim posiadaniu jest wydanie o tytule Uru: Kompletne Kroniki , które zawiera podstawową grę oraz dwa dodatki wzbogacające rozgrywkę o dodatkowe Wieki. W tym tytule spotykamy się z troszkę inną formą zabawy. Nie jesteśmy już anonimowym bohaterem, lecz tworzymy własnego awatara, który ma za zadanie eksplorować w czasach bardziej nam współczesnych starożytną cywilizację D'ni. Gra miała być początkowo tytułem przeznaczonym do gry z innymi graczami (zresztą z informacji jakie posiadam na bazie Uru miał powstać Myst Live - ale chyba kiepskie zainteresowanie było wśród graczy - hm... w sumie ja też wolę w samotności eksplorować Wieki). Zmiana formy, chyba nie spodobała się odbiorcom, gdyż gra poniosła finansową klapę. A, szkoda, bo warto dać jej szansę.

Czym dla mnie jest seria Myst? To gra totalna. Piękna, mądra i dająca kłam tezą, że gry uczą zabijania i mordowania. Nie, gry są też dziełem sztuki, które uczą w mądry sposób myślenia. Pamiętam jak dziś, gdy przy odpalonym Myst III: Exile z kartką na kolanach i z kalkulatorem. Do pokoju weszła moja mama i widząc mnie zapytała: "Co robisz?", "Gram" - odpowiedziałem rysując coś na kartce i przeliczając jakiś dane na kalkulatorze. Mina jej była wtedy dla mnie bezcenna, ale podeszła i zainteresowała się co tak pochłonęło jej syna.
Zagnębiając się w świat Myst miałem wrażenie, że zasiadam do genialnej książki. Książki, która nie tylko wymaga ode mnie pełnej uwagi, ale również zaangażowania. A najpiękniejsze jest to, że pomimo łączenia się całego zarysu fabularnego, to każda część gry stanowi osobną, zamkniętą całość i nie każe gracza, za nieznajomość poprzednich części.

Ocena? 6+/6. Za całokształt, za czas spędzony w poszukiwaniu prawdy o D'ni.

Jeśli nie mieliście okazji poznać tej gry to jedyna szansa, to serwisy aukcyjne lub oferty z wyprzedaży na muve.pl, gdzie to właśnie Myst III: Exile jest obecnie za około 5 zł (zważywszy na fakt darmowej wysyłki, cena jest dość atrakcyjna).


Pozdrawiam i do następnego przeczytania.