Już od 3 grudnia :
Injustice: Gods Among Us –
Ultimate Edition (PS4)
Secret Ponchos (PS4)
Hitman HD Trilogy (PS3)
Deadly Premonition: DIrector’s Cut (PS3)
Final Horizon (PS Vita)
Titan Attacks (PS/PS3/Vita)
Beyond: Two Souls
Pisałam już kiedyś o Heavy Rain ze studia Quantic Dream. Tak jak obiecałam zagrałam też w Beyond Dwie Dusze. Po zachwycającym Heavy Rain ta gra niestety zawodzi. W tej grze najważniejsza jest fabuła. A ona niestety właśnie kuleje. Sam motyw dziewczynki i związanej z nią duszą jest ciekawy. Tak samo jak ciekawe są możliwości Aidena. Można było z tego zrobić naprawdę niezłą historię. Niestety to się nie udało. Są w grze lepsze i gorsze momenty. Całkiem podobała mi się misja wojskowa oraz ukazanie dzieciństwa dziewczynki. Gra ukazuje nam życie i historię bohaterki przeskakując raz do dzieciństwa, raz do dorosłości. Nie ma problemu jednak połapać się w chronologii, chociażby przez linię czasu na której pojawiają się kolejne rozdziały.
Podobnie jak w Heavy Rain trofea wpadają po zakończonym rozdziale. Nie psują więc nastroju. A nastrój jest czasem dołujący a czasem jest po prostu trochę strasznie, szczególnie gdy gra się w nocy. Tak jak robię to ja. Natomiast podstawa scenariusza czyli otwieranie portali do świata duchów ( świata śmierci ) i teoretycznym zastosowaniu tego jako broń jest bardzo naciągane. Ja rozumiem, że wojskowi są pokazywani jako głupcy ale czy po pewnych doświadczeniach tak ciężko przewidzieć co może się stać.
Motyw indiański też był mocno naciągany ( mam wrażenie, że wepchnięty trochę na siłę ). Gra się łatwo o wiele łatwiej niż w Heavy Rain. Wystarczy tylko w odpowiednich momentach odpowiednio przesunąć gałkę, czasem mamy mniej czasu czasem więcej na reakcje. Są momenty, że musimy zaczynać sekwencje od początku albo nasze zawahanie skutkuje innym zakończeniem danej akcji. Jednak na zakończenie i finał nie ma to wpływu.
Gra jest krótka zajęła mi ok 10 godzin. W polskiej wersji sztucznie brzmiało nagromadzenia słowa na k. Było one wpychane prawie wszędzie i miało się wrażenie, że na siłę. Główna bohaterka Jodie i Aiden są ciekawi.Mamy tu też postacie typowe, przystojny agent, z lekka szalony naukowiec. Część fabuły jest łatwa do przewidzenia, motyw z bezdomnymi ( a dokładniej z chuliganami). W sumie i tak jest to jeden z moich ulubionych rozdziałów.
Podsumowując. Można tą grę a raczej film przejść. Ale jest to gra tylko na jeden raz. Cokolwiek byśmy nie zrobili gra prowadzi nas do takiego samego finału. Potem to już nasz wybór jak zakończymy grę. Bardziej czy mniej pozytywnie. Boli to, że nasze wybory w grze nie mają znaczenia dla zakończenia. Przejście gry jeszcze raz nie ma raczej żadnego sensu. Gra jest średniakiem i po Heavy Rain zawodzi. Nie opłaca się jej kupować. Jeśli już to polecam kupić na Allegro, używaną lub pożyczyć od kogoś.
Teraz cofnę się nieco w przeszłość studia i zagram w Fahrenheit.
Uwielbiam serię Final Fantasy. Wszystko zaczęło się od Final Fantasy VII w którą grałam u koleżanki ( dzięki E-chan za znoszenie mnie zajmującej twój komputer ), był to rok 1997 i nie miałam jeszcze swojego komputera. Szczęśliwie namówiłam na zakup takiego rodziców i dzięki temu mogłam zagrać w Final Fantasy VII oraz oczywiście Baldur's Gate. Ech stare czasy. A potem Final Fantasy VI itd. W sumie przeszłam wszystkie "Finale" ( oprócz tych on-line ).
Przy Final Fantasy XIII gra szła mi jednak bardzo opornie. Final Fantasy XIII ma piękną oprawę graficzną, całkiem niezły system walk i awansu ale ma też wiele minusów, które zniechęciły wiele osób, a i mnie denerwowały. Jeśli popatrzeć na pucharki moich znajomych to widzę, że nikt nie ukończył tej gry.
Oto kilka argumentów dlaczego Final Fantasy XIII nie jest do końca udany :
- Powód pierwszy i najważniejszy to liniowość tej gry. Przez długie godziny jesteśmy zmuszani do tego by iść jedynym utartym i słusznym (prostym) szlakiem.
- Kolejny minus. W grze ( całej ) cierpimy też na małą ilość gotówki ( nie stać nas nawet na kupno potionów czy phoenix down ), na samym końcu można znaleźć i sprzedać kilka skarbów.
- Broń i akcesoria - można im podnosić poziomy, ale znowu nie do końca jest czym ( bardzo mało wypada przedmiotów, które pozwalają nam podnieść poziom broni czy akcesoriów). Dopiero pod koniec gry pokonując Adamantoise, licząc na szczęście że Vanille (jedna z dziewacząt nam towarzysząca w grze) uda się czar death można zdobyć Platinium Ignot i podnieść poziom broni. Ale walka tu zależy tylko od szczęścia.
- Kolejna irytująca sprawa, jeśli w czasie walki zginie postać ustawiona jako lider to gra się kończy, pomimo pełnego życia kolejnych dwóch postaci biorących udział w walce.
- Drażni też żenująca siła Summonów tu zwanych Eidolonami, są beznadziejnie słabe. Tak słabe, że nie ma sensu ich odpalać. Jedyne co dają to możliwość podleczenia drużyny w kryzysowej sytuacji.
Nie mówiąc o tym, że możemy przyzwać tylko tego który jest przypisany do postaci lidera, reszta nie może takich pomocników przyzwać.
- Kolejna sprawa postacie pod koniec gry mają nadal mało HP w porównaniu do przeciwników. Oczywiście po nabiciu paska Stagger potwora zadajemy większe obrażenia. Nie mamy tu jednak poczucia bycia " kozakiem " nawet na koniec gry. Postać zabiłaby się swoim atakiem w kilku ciosach, a przeciwnika młóci i młóci.
- Do tego postacie, kobiece są fajnie stworzone ( nawet przesłodzona do bólu Vanille ), ale panowie w tej grze.... No ja rozumiem, że niby gracze to faceci. Ale jednak w "Finalach" były postacie jak Vincent, Sephirot, Auron, a tu nie ma na czym "oka zawiesić". Mamy chłopczyka ( wyjątkowo wkurzającego ), dziwaka z chobocosem na głowie i głupiego blond mięśniaka. Przy panach Lighting i Fang są 100 % bardziej męskie, jakkolwiek by to dziwnie nie zabrzmiało.
- Kolejna sprawa to panujemy tylko na jedną postacią, reszcie ustawiamy tylko rolę. Nie lubię tego, wolę panować nad każdym bohaterem.
- Brakuje normalnych sklepów ( sklepy są w save'ach ) i miast.
- Całkowite rozwinięcie postaci następuje dopiero po pokonaniu ostatniego bossa... wtedy dopiero możemy wrócić i zacząć tak naprawdę grać ale przecież koniec gry już nastąpił.
- Brak pojazdów, nie mamy statku. Nie ma możliwości zwiedzania w ten sposób świata. Szczęśliwie można pod koniec gry zdobyć Chocobosa. Ale jako pojazd się nie sprawdzi, potrzebny jest by dostać się do pewnych miejsc i trzeba uważać na przeciwników bo kurak nas zrzuci i ucieknie.
Zalety zdecydowanie to grafika i piękne filmiki. Oraz końcówka gry ( 11 rozdział ), gdy docieramy do Gran Pulse. Wreszcie mamy otwarty teren i możemy iść tam gdzie chcemy. Do tego 50 misji ( z czego część jest bardzo ciężka ). Ważny moment to także możliwość wybrania składu drużyny ( natychmiast wzięłam do grupy dziewczyny ). Do plusów możemy zaliczyć awanse na wyższe poziomy umiejętności, możliwość przełączania postaci z medyka na czarodzieja lub wojownika. Chociaż wolałam rozwiązania jak w Final Fantasy VII, gdzie każda postać mogła leczyć, czarować bądź przywalić mieczem. A system materii był moim zdaniem najlepszy jak zresztą rozmieszczone w wspominanej grze checkpointy.
Muzyka w Final Fantasy XIII niestety, nie wpada tak w ucho jak w np. FFVII.
W sumie to dość dobry Final ale tytuł zabiła liniowość dużej części gry. Gra nie jest zła ale to nie to czego się spodziewałam po serii Final Fantasy. Jak dla mnie nie dorasta do pięt VII ani VI, a nawet X i X-2. Niestety. Ale trzeba mu przyznać, że jest piękny.
Do gry tej podchodziłam długo. Miałam ochotę zagrać ale jakoś się bałam, nastawiłam się na horror. Ale to jak się okazało nie jest horror (nic na nas nagle nie wyskakuje :))
Jest to za to kawał porządnej, klimatycznej gry, która przykuła mnie do konsoli na około tydzień. Kiedy zaczynałam grać miałam się ciężko oderwać, w ten sposób raz grałam nawet do 4 w nocy ( nawet nie zauważyłam kiedy zaczęło robić się jasno). Gra niesamowicie wciąga i nie sposób się od niej oderwać. Cały czas trzyma w napięciu i zastanawiamy się co dalej.
Gramy prowadząc cztery postacie. Wszystkie wydarzenia w których postacie te uczestniczą splatają się ze sobą w którymś momencie. Nic nie jest przypadkowe. Klimat tej gry jest świetny, podoba mi się to, że osiągnięcia "wskakują" po danej sekwencji w czasie wgrywania kolejnej, dzięki temu wciąż czuje się klimat nie przerywany dźwiękiem wpadającego pucharka.
Jeśli chodzi o sterowanie ( edycja Move ) zazwyczaj nie jest trudne ale czasem pewne sekwencje są ciężkie do wykonania, gra pociągnie nas pomimo braku jej wykonania zazwyczaj dalej ale konsekwencje mogą być dla którejś z postaci bardzo bolesne. A mnie po kilku dniach bolała ręka od machania różdżką Move :)
To co w tej grze przyciąga to klimat, bałam się tej gry ze względu na motyw porwania dziecka, sama mam własne i jakoś w tak sugestywnej i klimatycznej produkcji mnie to odstraszało ale gdy dowiedziałam się, że jest opcja by dziecko uratować stwierdziłam, że musi mnie się udać i udało się. Większość wydarzeń w grze ma mroczny klimat, przygnębiający. Mamy poczucie uciekającego czasu na uratowanie chłopca. Idealna gra na długie zimowe wieczory. Postacie są ciekawe i można je polubić. Tym bardziej staramy się by wszystkie przeżyły.
Udźwiękowienie również stoi na wysokim poziomie, tak samo jak dubbing. W sumie żałuję, że tak długo zwlekałam z Havy Rain. Jest to jedna z ciekawszych gier w jakie miałam okazje grać ( a "trochę" ich już przeszłam ).
Studio Quantic Dream bardzo lubię, do dziś miło wspominam grę Omikron: The Nomad Soul.
A Havy Rain to gra znakomita. Jeśli nie graliście w Havy Rain, polecam ! Zakończeń gry jest wiele pochwalę się, że mnie udało się wszystko doprowadzić do szczęśliwego końca ( najlepsze z zakończeń ). Teraz przymierzam się powoli do Beyond: Two Souls, niestety podobno gra ta nie jest tak udana jak Heavy Rain. Poczekam więc na promocję :)
Już od 27 listopada na PlayStation Plus pojawią się kolejne nowości dla subskrybentów usługi.Tym razem nowością są tytuły na PS4.