środa, 8 stycznia 2014

W poszukiwaniu czynnika M - Star Wars: Republic Commando [PC]

Ku mej niekrytej radości prace nad Encyklopedią Gier dla Polskiej Społeczności Mandalorian - Manda'Yaim trwają dalej. A co za tym idzie trafiła mi się okazja napisania o kolejnych kilku tytułach. Dziś gra dość szczególna dla mnie, ze względu na tematykę, wykonanie i historię. Przedstawiam Star Wars: Republic Commando opisaną moim subiektywnym zdaniem.

Star Wars: Republic Commando zadebiutowało na rynku w 2005 roku i zmieniło podejście do gier w klimatach Gwiezdnych Wojen. Nie było tu machających mieczami świetlnymi i wszechmocnych Rycerzy Jedi, czy Sithów (znaczy się byli, ale to nie oni byli głównymi bohaterami), nie patrzyliśmy również na pole bitwy oczami szeregowego żołdaka, w potyczkach sieciowych. Jak sam tytuł wskazuje dane nam było wcielić się w Komandosa Republiki. Najlepszego z najlepszych, specjalistę od zadań niewykonalnych, specjalnie wyhodowanego i wyszkolonego klona z Oddziału Delta.   
Sev, Scorch, Fixer... i ja.  
Naszemu głównemu bohaterowi (nazywanemu wymownie Boss) towarzyszymy od momentu uzyskania świadomości w komorze w której dojrzewał, jako klon Jango Fett'a. Następnie widzimy kilka wycinków z jego wczesnego życia, treningu, otrzymania pancerza Katarn... hełmu. Poznajemy naszych towarzyszy broni i braci, z którymi przyjdzie nam ruszyć w bój 
A zaczynamy z przytupem, bo od pierwszej wielkiej bitwy Wielkiej Armii Republiki, czyli Genosis. Jednak nie walczymy w pierwszej linii, naszym zadaniem jest infiltracja, sabotaż i eliminacja celów o wysokim znaczeniu. Powiadają, że komandosi są w stanie sami wygrać wojnę. I coś jest w tym stwierdzeniu, gdyż Oddział Delta zrzucony na tyły wroga potrafi sporo nabroić w szeregach wrażych sił. Misje są dynamiczne i obfitują w zróżnicowane zadania. Na szczęście nasi towarzysze broni są odpowiednio wyspecjalizowani i przygotowani. Fixer jest lojalnym żołnierzem i genialnym hakerem, Sev to urodzony morderca i rewelacyjny strzelec wyborowy, a Scorch pełni rolę eksperta od materiałów wybuchowych oraz potrafi rozładować atmosferę swoimi często trafnymi i dowcipnymi  komentarzami. Historia jest może i banalna, bo to oddział komandosów ma zapewnić wsparcie Wielkiej Armii Republiki sabotując działania wroga na jego tyłach. Jednak w następnych rozdziałach mamy okazję odwiedzić zagubiony okręt Republiki i odkryć jego mroczną tajemnicę (i tu kłania się klimat Obcego) lub przygotować inwazję i zjednać sobie sojuszników na Kashyyk. Wszystkie wydarzenia dzieją się w tle filmowego "Ataku Klonów" i kończą się mniej więcej przed "Zemstą Sithów". Wszystko w gęstym i miodnym klimacie taktycznej strzelaniny z pierwszej osoby. Gdyż nie tylko liczą się nasze umiejętności walki ale również rozeznanie w sytuacji, bo to my jesteśmy dowódcą i to my musimy wydawać naszym podkomendnym odpowiednie rozkazy. A tych mamy kilka, od zajęcia pozycji snajperskiej, przez hakowanie urządzeń i podkładanie ładunków burzących po oczyszczanie pomieszczeń.
Gdybym musiał porównać grę do jakiegoś starszego tytułu to przypomina ona SWAT 3 i Rainbow Six. Gdyby nie perspektywa pierwszej osoby można pokusić się o porównanie jej do Ghost Recon: Future Soldier.
Gdy pierwszy raz miałem okazję odpalić ten tytuł (a było to na długo przed tym jak miałem okazję przeczytać książki o Komandosach Republiki) kupił mnie klimat tej produkcji.  
 
Oczami klona. 
Oprawa wizualna pomimo tego, że nadgryzł ją już ząb czasu nadal potrafi cieszyć oko. Zwłaszcza drobnymi szczegółami jak perspektywa z wnętrza hełmu klona oraz interfejsem tam zamontowanym. Mnie prywatnie ucieszył drobiazg w postaci "wycieraczki" pojawiający się w momencie gdy nasz wizjer jest już dostatecznie upaćkany wydzielinami z ciał oponentów. Niby drobiazg, a cieszy.
Udźwiękowienie, jak przystało na produkcje LucasArts jest na tak wysokim poziomie, że soundtrack z tej gry można traktować na równi z tymi z Klasycznej Trylogii. Same głosy postaci to istny majstersztyk, mroczny głos Sev'a, lekkie komentarze Scorcha i zwięzły oraz żołnierski ton Fixer'a dopełniają klimatu. Jednak perełką jest głos Boss'a, gdyż podkłada go sam odtwórca Jango Fett'a - Temuera Morrison (jednocześnie honorowy członek Polskiej Społeczności Mandalorian - Manda'Yaim). 
 
Vode an 
Star Wars: Republic Commando to najbardziej Mandaloriańska gra w jaką kiedykolwiek grałem. Jest to tytuł, który szanujący się fan Mandalorian i ich kultury powinien mieć. Dlaczego? Zacznijmy od klimatu. Działania wyspecjalizowanych grup klonów-komandosów szkolonych przez Mandalorian. Walka ramię w ramię z naszymi nomen omen braćmi, nie tylko broni. Dodatkowo możliwość popatrzenia na wirtualny świat zza wizjera o dość charakterystycznym kształcie. Dynamika starć, wspieranie się komandosów oraz sam charakter misji tworzą tytuł w który warto zagrać. Historia, pomimo tego, że nie bryluje oryginalnością jest wciągająca i kończy się wyjątkowo mocnym akcentem.
Poza tym ścieżka dźwiękowa z utworem o dość wymownym tytule "Vode an" (co w przełożeniu z Mando'a oznacza mniej więcej - "Bracia wszyscy") i głosem Temuery Morrisona tylko pogłębia ten jedyny w swoim rodzaju klimat.
Nasycenie czynnikiem M, świadczącym o swojej wartości dla osób lubujących się w kulturze Mandaloriań jest tak ogromne, że wychodzi z każdego piksela na ekranie. To naprawdę mocy tytuł broniący się dodatkowo swoją grywalnością . Oczywiście Republic Commando nie jest pozbawiona wad, jednak jej zalety i niepowtarzalność choć na chwilę pozwolą  się wcielić  w ciało żołnierza do zadań specjalnych wyhodowanego z DNA Jango Fett'a. 


Dla mnie Star Wars: Republic Commando jest tytułem do którego wracam, pomimo wcześniejszego ukończenia go. Bo przyjemność z usłyszenia tej muzyki, głosów i poczucia tego klimatu jest bezcenna. Zwłaszcza jeśli jest się członkiem Manda'Yaim ;) oraz fanem wszystkiego co z Mandalorianami związane.

Pozdrawiam i do następnego przeczytania.

2 komentarze:

  1. Po przeczytaniu recenzji nabrałam ochoty by pograć w ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo unikalna gra, mnie swego czasu mocno zaskoczyła, bo nie czegoś takiego się spodziewałem. Szkoda, że nie wyszła druga część, ale może coś jeszcze z tego będzie?

    OdpowiedzUsuń