poniedziałek, 30 grudnia 2013

Final Fantasy XIII - PlayStation 3 Lauresowym Okiem

Dziś pragnąłbym, przedstawić kolejny tekst mojej małżonki. Tekst dość szczególny bo tyczący jednej z serii gier, które są wyjątkowe dla mojej żony. Chodzi o Final Fantasy, a dokładniej o 13 część serii. Final Fantasy towarzyszył mojej lepszej połowie prawie całe życie i zresztą był jednym z tytułów dla których kupiła PC, PSX, PS2 oraz PS3. Wśród znajomych uznawana jest za specjalistę FFVII (gdyż wyhodowała nawet dwa złote Chocobosy - cokolwiek by to nie znaczyło ). Dla mnie to też nieocenione źródło wiedzy podczas przechodzenia kolejnych części serii. Zatem zapraszam na tekst poświęcony wersji na PS3 okiem fachowca.

Uwielbiam serię Final Fantasy. Wszystko zaczęło się od Final Fantasy VII w którą grałam u koleżanki ( dzięki E-chan za znoszenie mnie zajmującej twój komputer ), był to rok 1997 i nie miałam jeszcze swojego komputera. Szczęśliwie namówiłam na zakup takiego rodziców i dzięki temu mogłam zagrać w Final Fantasy VII oraz oczywiście Baldur's Gate. Ech stare czasy. A potem Final Fantasy VI itd. W sumie przeszłam wszystkie "Finale" ( oprócz tych on-line ). 
Przy Final Fantasy XIII gra szła mi jednak bardzo opornie. Final Fantasy XIII ma piękną oprawę graficzną, całkiem niezły system walk i awansu ale ma też wiele minusów, które zniechęciły wiele osób, a i mnie denerwowały. Jeśli popatrzeć na pucharki moich znajomych to widzę, że nikt nie ukończył tej gry.
Oto kilka argumentów dlaczego Final Fantasy XIII nie jest do końca udany :
- Powód pierwszy i najważniejszy to liniowość  tej gry. Przez długie godziny jesteśmy zmuszani do tego by iść jedynym utartym i słusznym (prostym) szlakiem.
- Kolejny minus. W grze ( całej ) cierpimy też na małą ilość gotówki ( nie stać nas nawet na kupno potionów czy phoenix down ), na samym końcu można znaleźć i sprzedać kilka skarbów.
- Broń i akcesoria - można im podnosić poziomy, ale znowu nie do końca jest czym ( bardzo mało wypada przedmiotów, które pozwalają nam podnieść poziom broni czy akcesoriów). Dopiero pod koniec gry pokonując Adamantoise, licząc na szczęście że Vanille (jedna z dziewacząt nam towarzysząca w grze) uda się czar death można zdobyć  Platinium Ignot i podnieść poziom broni. Ale walka tu zależy tylko od szczęścia.
- Kolejna irytująca sprawa, jeśli w czasie walki zginie postać ustawiona jako lider to gra się kończy, pomimo pełnego życia kolejnych dwóch postaci biorących udział w walce.
- Drażni też żenująca siła Summonów tu zwanych Eidolonami, są beznadziejnie słabe. Tak słabe, że nie ma sensu ich odpalać. Jedyne co dają to możliwość podleczenia drużyny w kryzysowej sytuacji.
Nie mówiąc o tym, że możemy przyzwać tylko tego który jest przypisany do postaci lidera, reszta nie może takich pomocników przyzwać.
- Kolejna sprawa postacie pod koniec gry mają nadal mało HP w porównaniu do przeciwników. Oczywiście po nabiciu paska Stagger potwora zadajemy większe obrażenia. Nie mamy tu jednak poczucia bycia " kozakiem " nawet na koniec gry. Postać zabiłaby się swoim atakiem w kilku ciosach, a przeciwnika młóci i młóci.
- Do tego postacie, kobiece są fajnie stworzone ( nawet przesłodzona do bólu Vanille ), ale panowie w tej grze.... No ja rozumiem, że niby gracze to faceci. Ale jednak w "Finalach" były postacie jak Vincent, Sephirot, Auron, a tu nie ma na czym "oka zawiesić". Mamy chłopczyka ( wyjątkowo wkurzającego ), dziwaka z chobocosem na głowie i głupiego blond mięśniaka. Przy panach Lighting i Fang są 100 % bardziej męskie, jakkolwiek by to dziwnie nie zabrzmiało.
- Kolejna sprawa to panujemy tylko na jedną postacią, reszcie ustawiamy tylko rolę. Nie lubię tego, wolę panować nad każdym bohaterem.
- Brakuje normalnych sklepów ( sklepy są w save'ach ) i miast.
- Całkowite rozwinięcie postaci następuje dopiero po pokonaniu ostatniego bossa... wtedy dopiero możemy wrócić i zacząć tak naprawdę grać ale przecież koniec gry już nastąpił.
- Brak pojazdów, nie mamy statku. Nie ma możliwości zwiedzania w ten sposób świata. Szczęśliwie można pod koniec gry zdobyć Chocobosa. Ale jako pojazd się nie sprawdzi, potrzebny jest by dostać się do pewnych miejsc i trzeba uważać na przeciwników bo kurak nas zrzuci i ucieknie.

Zalety zdecydowanie to grafika i piękne filmiki. Oraz końcówka gry ( 11 rozdział ), gdy docieramy do Gran Pulse. Wreszcie mamy otwarty teren i możemy iść tam gdzie chcemy. Do tego 50 misji ( z czego część jest bardzo ciężka ). Ważny moment to także możliwość wybrania składu drużyny ( natychmiast wzięłam do grupy dziewczyny ). Do plusów możemy zaliczyć awanse na wyższe poziomy umiejętności, możliwość przełączania postaci z medyka na czarodzieja lub wojownika. Chociaż wolałam rozwiązania jak w Final Fantasy VII, gdzie każda postać mogła leczyć, czarować bądź przywalić mieczem. A system materii był moim zdaniem najlepszy jak zresztą rozmieszczone w wspominanej grze checkpointy.
Muzyka w Final Fantasy XIII niestety, nie wpada tak w ucho jak w np. FFVII. 
W sumie to dość dobry Final ale tytuł zabiła liniowość dużej części gry. Gra nie jest zła ale to nie to czego się spodziewałam po serii Final Fantasy. Jak dla mnie nie dorasta do pięt VII ani VI, a nawet X i X-2. Niestety. Ale trzeba mu przyznać, że jest piękny.

Faktycznie Final Fantasy XIII, pomimo swej... toporności w stosunku do poprzednich odsłon serii i tak ma w sobie pewien magnetyzm.

Pozdrawiam i do następnego wpisu. 

1 komentarz:

  1. Jeżeli chodzi o Finale - owszem, jestem także niemałym fanem, chociaż bardziej tych klasycznych 8/16-bitowców, w których nie było aż tyle kombinacji (FFVII jako 'nowy' też mi przypadł do gustu, VIII wcale a wcale, IX całkiem miło wspominam). Trzynastka u mnie niestety zajmuje dość niskie miejsce na liście topFF, głównie ze względu wspomnianej nadmiernej liniowości, faktu, że namiastka otwartego świata pojawia się tak późno w grze, jak i strasznie namolnego systemu walki (wolałbym klasycznego ATB z wszystkimi 3 postaciami do dyspozycji gracza). Jako jRPG gierka daje radę, ale już jako FF - oj, coś się popsuło...

    OdpowiedzUsuń